Samowychowanie nauczycieli rodziców – Jak radzić sobie z gniewem i pychą, część I

Samowychowanie nauczycieli rodziców – Jak radzić sobie z gniewem i pychą, część I

Luty 25, 2011

Hieronim Bosch - Siedem grzechów głównych - scenka rodzajowa: Pycha

Poniżej publikujemy pierwszą część tekstu, który był podstawą wykładu, jaki wygłosiliśmy na pierwszej Ogólnopolskiej Konferencji Montessori – Świat w dłoni dziecka, która odbywała się w Warszawie w dniach 11-13 lutego 2011 roku. Wykład miał tytuł: ‚Samowychowanie nauczycieli/rodziców – jak radzić sobie z gniewem i pychą.

Wstęp

Witamy Was bardzo serdecznie. Cieszymy się bardzo, że możemy tutaj dzisiaj być. Kiedy pojawił się plan założenia strony internetowej poświęconej podejściu Montessori, nawet przez myśl nam nie przeszło, że dzieki niej bedziemy mogli poznać tylu ciekawych ludzi. Jest to dla nas wielki zaszczyt i nobilitacja. O podejściu Montessori zaczeliśmy czytać przygotowując się do narodzin naszego syna. Wtedy to zrodziła się nasza fascynacja, tym jak Montessori widziała dziecko,  która trwa już ponad 3 lata. Wcześniej nie wiedzieliśmy nawet, że istniał ktoś taki jak Maria Montessori. Strona internetowa pomaga nam nieustannie się rozwijać. Bardzo dziekujemy za wszystkie komentarze, maile, ciepłe słowa, to niezwykle cenne dla nas.

Krótko o nas

Tak jak już wspomniałam podejściem Montessori zaczeliśmy się interesować ponad 3 lata temu, przed narodzinami naszego syna. Jesteśmy małżeństwem od prawie 5 lat i mieszkamy w Irlandii. Mamy dwójkę dzieci. Jan ma teraz 3 lata, a Łucja skończyła rok. Oczekujemy na trzecie w sierpniu. Ja aktualnie zajmuję się dziećmi w domu i studiuję na studich licencjackich Metodę Montessori na Saint Nicolas Montessori College Ireland. Wcześniej skończyłam Europeistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mój mąż pracuje jako grafik komputerowy. Jak pewnie łatwo wywnioskować, żadne z nas nie ma wykształcenia pedagogicznego i praktyki w pracy w szkole czy przedszkolu. Jest to jedno z naszych pragnień, aby kiedyś zdobyć odpowiednie kwalifikacje i prowadzić zespół placówek dla dzieci od kilku miesięcy do liceum. Póki co, wykorzystując warunki w jakich jesteśmy, staramy się jak najlepiej poznać teorię, a małymi kroczkami praktykować, to co poznajemy w domu z naszymi dziećmi.

Ponadto udało nam się zrobić razem z mężem kurs Katechezy Dobrego Pasterza w Irlandii i zaraz po nim założyć Atrium w Dublinie. W Atrium tym prowadzimy  wraz z innymi katechetami Katechezy Dobrego Pasterza, które są oparte na pegagogice Montessori. Rozwinęła je Sofia Cavalleti, biblistka i Gianna Gobii, nauczycielka Montessori, związana przede wszystkim z rozwojem kursów dla nauczycieli dzieci najmłodszych od narodzenia do lat 3, tzw. Assistants to Infancy, uczennica Marii Montessori. Wraz z rozpoczęciem pracy z dziećmi w Atrium jeszcze bardziej odkryliśmy jak ważna jest nasza praca nad sobą. Temat, którym chcielibyśmy się podzielić z wami dzisiaj, pomógł nam głebiej zastanowić się nad własnym samowychowaniem.

Wykład zatytuowaliśmy Samowychowanie nauczycieli/rodziców – jak radzić sobie z gniewem i pychą. Będziemy więc dziś mówić przede wszystkim o wychowaniu siebie, by lepiej odpowiadać na potrzeby dzieci, ale jak się okaże to samowychowanie ma ogromny wpływ na całe nasze życie, na nasze stosunki w rodzinie, w pracy czy gdziekolwiek jesteśmy. To tak jak mówił w piątek Paul Epstein – Montessori to sposób na życie – są to podstawy, które świetnie funkcjonują nie tylko w klasie Montessori, ale również mogą być wprowadzone w naszą codzienność.

Od razu chcemy powiedzieć, że nie mówimy tutaj z pozycji tych, którzy osiągnęli już jakiś wysoki poziom doskonałości, poznali siebie i wiedzą jak wykorzystać swoje wady i zalety dla szerzenia dobra. Wręcz przeciwnie. Wybraliśmy ten temat ponieważ jest nam bardzo bliski. Na codzień zmagamy się z naszymi wadami, pragniemy być lepsi, a ciągle doświaczamy własnej bezsilności. Od ponad roku szczególnie Rafał zaczął interesować się literaturą związaną z samowychowaniem, dlatego pomyśleliśmy,  że możnaby to świetnie wykorzystać na tę okazję konferencji i tak zrodził sie pomysł na temat. Tak, jak w przypadku naszej strony, zawsze, gdy dodajemy nowy wpis jest to tak naprawdę szansa dla nas, by coś lepiej sobie przyswoić, kolejny raz przemyśleć, uporządkować, a dzięki temu możecie skorzystać z tego również Wy. Tak samo mamy nadzieję, że podobnie będzie dziś. Przygotowanie się na tę konferencję pozwoliło nam uporządkować to, co czasem w pośpiechu, z przerwami czytamy i znajdujemy, uporządkować pewne sprawy w głowie. Mamy nadzieję, że Wasze uczestnictwo dziś, wasze słuchanie, ale i pytania będą również dla Was czasem poznania czegoś nowego i inspiracją, by pracować nad sobą. Chcielibyśmy, by podobnie stało się i u nas. By to, co w głowie przeszło do serca, do krwi, by stało się nieodłączną częścia naszego życia.

Ciągle odkrywamy, że ta praca nad sobą, choć jest niezwykle trudna, to jest ona przede wszystkim pełna nadziei, bo nie ma takiego punktu, w którym będzie się już całkowicie doskonałym. W każdej kolejnej minucie można odrobinę prawdziwiej kochać, być odrobinę bardziej pokornym. W każdym momencie można ją zacząć, nigdy nie jest za późno.

Piękno

Piękno odnajdziemy wokół siebie w naturze, architekturze, malarstwie, w swoim domu ...

Maria Montessori mówiła, że otoczenie jakie przygotowujemy dla dzieci powinno być piękne. Wiele uwagi poświęciła ona również przygotowaniu nauczyciela. On też powinien stawać się piękny. Często, kiedy myślimy o słowie piękny, wydaje się, że to dla każdego może oznaczać coś innego, każdy może mieć inny gust. Tutaj chodzi jednak o piękno, które ‚kształtem jest miłości’, jak pisał Norwid.

Wiemy, szczególnie tutaj dzięki pedagogice Montessori, jak ważne w poznawaniu świata są dla dziecka zmysły. W książce ‚Więcej piękna’ s. Barbara Żulińska tak pisze o pięknie:

Piękno ze wszystkich ideałów jest dla dziecka najdostępniejsze, ponieważ działa bezpośrednio na zmysły i porusza wyobraźnię (…) Piękno jest czynnikiem społecznym, ono jedno umie godzić zwaśnionych i łączyć przeciwników (…) Piękno ścisle się łączy z wychowaniem umysłowym, silnie również zazębia o wychowanie moralne, rozbudza bowiem wrażliwość na piękno prawdy i dobra (…) Więcej piękna! – Niech będzie to naszym hasłem wychowawczym na najbliższy rok.

Piękni chcemy się więc stawać, ale i piękno może nam w tym pomóc – o tym więcej w rozwinięciu. A teraz raz jeszcze niech hasłem będzie ‚Więcej piękna’!

W podejściu Montessori nauczyciel powinien przygotowywać siebie do pracy z dziećmi na wiele sposobów:

  1. przygotowanie fizyczne – dbałość o własne zdrowie, wygląd, maniery, grację
  2. przygotowanie duchowe i moralne – nabycie cnót, opanowanie wad, dbałość o nasz rozum
    i wolę, poznanie uczuć, umiejętność ich wykorzystania dla czynienia dobra
  3. wiedza psychologiczna i pedagogiczna na temat rozwoju fizycznego, umysłowego, emocjonalnego i duchowego dzieci, umiejętność jej wykorzystania w pracy z dziećmi, poznanie materiałów, sposobów ich wykorzystania, własna praca z nimi, wiedza o kolejności ich wprowadzania, umiejętność obserwacji dziecka, na jakim jest etapie rozwoju, na co jest teraz gotowe, nad czym trzeba jeszcze popracować, jakie są jego najlepsze strony, jakie najsłabsze, umiejętność skutecznej komunikacji

Dziś chcielibyśmy się skupić przede wszystkim na przygotowaniu duchowym i moralnym. Zahaczymy też trochę o przygotowanie fizyczne. Nie będziemy się jednak skupiać na aspektach zawartych w punkcie trzecim choć łatwo pewnie zauważyć, że przygotowując się duchowo, moralnie i fizycznie wpłyniemy od razu na umiejętność skuteczniejszej komunikacji, będziemy lepiej znali potrzeby fizyczne, umysłowe, emocjonalne i duchowe dzieci.

Ja postaram się na początku przedstawić jak Maria Montessori widziała przygotowanie duchowe, moralne i fizyczne nauczyciela, czy osoby, która ma częsty kontakt z dziećmi. Jak wiele wagi przywiązywała do tego zagadnienia, i że w istocie jest to najważniejszy punkt przygotowania nauczycieli. Następnie powiemy o  tym, co przeszkadza w rzeczywistym poznawaniu dziecka i kierowaniu jego rozwojem. Maria Montessori, ale również wielu innych autorów zajmujących się tematyką cnót i wad, wymienia w tym miejscu Pychę i złośliwy gniew.

Na koniec postaramy się odpowiedzieć na pytanie, jak w praktyczny sposób, na codzień, rozwijać w sobie porządane cnoty, zmniejszając tym samym wpływ wad na nasze zachowanie. Będziemy mówić przede wszystkim o Pokorze i Łagodności.

Maria Montessori o przygotowaniu duchowym, moralnym i fizycznym dorosłego

Maria Montessori w wielu swoich książkach poświęca rozdziały na omówienie, co oznacza dla niej przygotowanie się dorosłego do pracy z dziećmi. Na początek chcielibyśmy więc przytoczyć parę cytatów z jej książek, szczególnie, że nie zostały one wydane w języku polskim.

Między innymi w swej książce ‚Edukacja dla nowego świata’ (Education for a new world[1]), Montessori opisuje cechy, jakie powinien rozwijać nauczyciel Montessori. Warto raczej spojrzeć na nie, jak na cechy, które powinien rozwijać każdy, kto ma kontakt z dziećmi – rodzic, nauczyciel, psycholog, lekarz pediatra itd.

Pierwszym krokiem jest samoprzygotowanie wyobraźni, ponieważ nauczyciel Montessori musi potrafić wyobrazić sobie dziecko, które jeszcze nie istnieje. Inaczej mówiąc, musi mieć wiarę w dziecko, które odsłoni siebie poprzez pracę. Różne dziecięce dewiacje nie są w stanie podważyć tej wiary nauczyciela, który widzi dziecko w innym, duchowym wymiarze i z pewnością czeka na osobowość, która ukaże się, kiedy dziecko zacznie pracować nad czymś, co go interesuje.

Montessori dalej w tym samym rozdziale książki wymienia kroki, jakie nauczyciel powinien podejmować w swoim rozwoju. Są to:

  • starać się o piękno otoczenia, materiałów, ale również o własne piękno – gracja, dobre maniery, czystość i schludność ubioru i zachowania
  • wykorzystanie własnych zdolności w zainspirowaniu dzieci do pracy i koncentracji, a także natychmiastowe zatrzymywanie wszelkich działań dzieci, które są niedozwolone (akty przemocy wobec innych, niszczenie, głupawki, rozpraszanie innych w pracy itp.)
  • kiedy dzieci zainteresują się pracą to nauczyciel powinien być niezwykle ostrożny, by tej rodzącej się koncentracji nie zniszczyć choćby wyszeptanym ‚Świetnie’. Podobnie, nauczyciel nie powinien podawać rozwiązania dzieciom, które się nad czymś trudzą, bo dla nich ten proces jest znacznie ważniejszy niż końcowy efekt.

W książce ‚Dziecko w rodzinie’ (The child in the family) Montessori pisze[2]:

Naszym zadaniem nie tyle jest przekazanie wiedzy, ile odkrycie i wspieranie w rozwoju duchowej energii.

W książce ‚Tajemnica dzieciństwa’ (The secret of childhood) Montessori pisze[3]:

Nauczyciel niech sobie nawet nie wyobraża, że może przygotować siebie do bycia wychowawcą jedynie przez studiowanie, przez stawanie się człowiekiem kultury. Przede wszystkim musi doskonalić w sobie określone umiejętności w dziedzinie moralnej.

I dalej:

To, co chcemy w tym miejscu podkreślić, to fakt, że nauczyciel powinien przygotować siebie wewnętrznie. Powinien to zrobić w sposób zorganizowany, aby odkryć w sobie pewne niedoskonałości, które mogą stać się przeszkodą w podejściu do dziecka. W celu odkrycia własnych słabości, które stały się nieodłączną częścią jego świadomości, potrzeba pomocy i szkoleń (…) Aby stać się nauczycielem, nie ma konieczności, by stać się ‚nieskazitelnym’, wolnym od wszelkich słabości (…) Mamy w sobie tendencje, które nie są dobre, a które kwitną jak chwasty w polu. Są one skutkiem grzechu pierworodnego. Jest ich wiele. Tworzą one siedem grup, znanych jako siedem grzechów głównych (…) Grzechem, który w nas narasta, a który staje się przeszkodą w rozumieniu dziecka, jest gniew. Jednek, skoro żaden grzech główny nie działa samodzielnie, ale zawsze w kombinacji z innym, tak samo gniew łączy się z grzechem o jeszcze większym znaczeniu, a tym samym bardziej szatańskim, czyli pychą.

Te fatalne tendencje mogą być przezwyciężone na dwa sposoby. Jeden jest wewnętrzny: kiedy jest się już pewnym własnych słabości, szuka się z własnej woli, przy pomocy własnych starań możliwości uwolnienia się od nich z pomocą Bożej łaski.

Hieronim Bosch - Siedem grzechów głównych - scenka rodzajowa: Gniew

Drugi sposób znajduje się w naszym otoczeniu i jest natury społecznej. Może być zdefiniowany jako zewnętrzny opór względem naszych widocznych działań wynikających  ze złych skłonności, a przez to działa na te tendencję blokująco.

Dalej Montessori opisuje, że bardzo często jednak wpływ zewnętrzny może spowodować w nas próbę obrony ‚siebie’. Choć tak naprawdę nie chronimy naszego życia, ale swoje słabości. Tworzymy pewien kamuflaż, który często przyjmuje formę ‚konieczności’, ‚obowiązku’, ‚wyższego dobra’. Świetnym przykładem jest tu właśnie połączenie gniewu i pychy:

Gniew jest prawdziwie podstawowym grzechem. Pycha dodaje ‚miłego’ kamuflażu (…) Gniew może przyjmować formy fizycznej przemocy, ale może być również skryty pod bardziej skomplikowaną formą psychologiczną (…) w ostateczności może dotrzeć do tyranii.

W połączeniu z pychą dorosły może uważać, że totalne posłuszeństwo i szacunek należy mu się z samego faktu, że jest starszy. ‚Szacunek’ ten ma być zupełnie jednostronny i należeć się tylko silniejszemu. Dodatkowo, pycha podsuwa przekonanie, że wszystko, co w dziecku się rodzi jest zasługą dorosłego.

Nauczyciel powinien wyzbyć się tych niszczących przejawów pychy i gniewu, i stać się pokornym. To po pierwsze. Następnie oblec się w miłosierdzie. To są te umysłowe dyspozycje, jakie musi on posiąść. To one są głównym punktem równowagi, bez której niemożliwe jest pójście naprzód.

W książce ‚Chłonący umysł’ (Absorbent Mind) Montessori również poświęca jeden rozdział, by opisać przygotowanie nauczyciela oraz wymienia trzy etapy:

  1. Nauczyciel staje się zarządcą otoczenia. Otoczenie ma być piękne, uporządkowane, zachęcające do pracy. Wszystkie materiały muszą być w idealnym porządku, nic nie może brakować, nic nie może być popsute. Również nauczyciel powinien wyglądać atrakcyjnie, czysto i schludnie, spokojnie i z gracją. Jego ruchy powinny być dystyngowane i naturalne. To pierwszy krok, by zdobyć dziecięcy szacunek i zaufanie. Bez tego pierwszego kroku nie jest możliwy żaden rozwój dziecka: fizyczny, intelektualny czy duchowy.
  2. Nauczyciel jest jak iskra, która może przynieść ciepło, ożywiająca i zapraszająca dzieci do pracy. W tym czasie przed pojawieniem się koncentracji, nauczyciel nie musi się obawiać, że zniszczy jakiś ważny proces w psychice dziecka, bo on się jeszcze nie pojawił. W tych pierwszych chwilach nauczyciel może wykorzystywać gry, piosenki, poezję i rymowanki, by uspokoić dzieci i zachęcić do pracy z materiałami. Każde dziecięce wybryki powinny być natychmiast zatrzymywane, a uwaga dziecka skierowana na coś pożytecznego. Czasem wystarczy pytanie: ‚Jak się masz Tomku? Chodź ze mną proszę, mam dla Ciebie coś ciekawego do zrobienia.’ Pewnie dziecko nie będzie chciało patrzeć. Wtedy można powiedzieć: ‚W porządku. Chodźmy więc do ogrodu’.
  3. W końcu dzieci zaangażują się w pracę z jakimś materiałem. Najczęściej są to ćwiczenia życia praktycznego. Doświadczenie pokazuje, że wprowadzanie materiałów do kształcenia zmysłów czy kultury nie ma sensu, jeśli dziecko nie jest na nie jeszcze gotowe. Najpierw musi się w dziecku wykształcić umiejętność koncentracji, a to najczęściej dzieje się dzieki praktycznemu życiu.I tu pojawia się ten moment, kiedy nauczyciel musi obserwować i nie przerwać tego bardzo jeszcze delikatnego procesu tworzenia się koncentracji. Pochwała, pomoc, a czasem nawet obserwacja może przerwać aktywność. Kiedy koncentracja zrodziła się w dziecku, zachowuj się, jakby to dziecko nie istniało.

Aby zrozumieć i umiejętnie pokierować całym procesem nauczyciel musi wznieść się na wyżyny duchowe. Prawdziwa duchowość zdaje sobie sprawę, że nawet pomoc jest źródłem do bycia dumnym z siebie. Trzeba pamiętać, że dawanie daje o wiele więcej radości niż branie.

W tej samej książce Montessori pisze jeszcze[4]:

Trudno zrozumieć komuś, kto nigdy nie doświadczył takiego życia. Wielu uważa, że to wymaga posiadania cnoty poświęcenia i mówią: <Jak pokorni są ci nauczyciele, że nie interesuje ich nawet ich własny autorytet wobec tych dzieci> a inni: <Jak twoja metoda może przynosić sukcesy, skoro prosisz swoich nauczycieli, by wyzbyli sie swoich najbardziej naturalnych i spontanicznych pragnień>. Jednak nikt nie rozumie, że tutaj nie chodzi o poświęcenie, ale o satysfakcję; nie wyrzeczenie się, ale nowe życie, w którym wartości są inne.

Jeśli udało Ci się przebrnać przez tę część to zapraszamy do części drugiej tego wykładu.


[1] Maria Montessori, Education for a new world, Kalakshetra Press, Madras 1974, s. 93-94
[2] Maria Montessori, The child in the family, London 1975, s. 136
[3] Maria Montessori, The secret of childhood, Calcutta 1965, s. 115
[4] Maria Montessori, Absorbent Mind, Oxford 2004, s. 259

komentarze 3 dla “Samowychowanie nauczycieli rodziców – Jak radzić sobie z gniewem i pychą, część I”

  1. Ewa Kamińska

    Autorefleksja to rzeczywiście podstawa na trudnej, wyboistej ale jakże uwznioślającej drodze do perfekcji. Zapraszając filozofię Montessori pod swój dach musimy przygotować siebie i swoje otoczenie przede wszystkim duchowo, otwierając okna możliwości by ten nieuchwytny czar i piękno mogły w nas i naszych dzieciach rozwinąc swój potencjał;-) Bardzo ciekawy artykuł ;-). Cieszę się, że poruszyliście temat samodoskonalenia. Wiele osób zapomina, że Metoda Montessori to nie tylko piękne przyciągające wzrok wyposażenie. To przedewszystkim wskazówka jak stać się w pełni funkcjonalnym członkiem swojej społeczności, pięknym duchowo i uporządkowanym intelektualnie.
    Pozdrawiam
    Ewa

  2. Dorcia

    Świetny wykład. Dziękuję szczególnie za wskazówki dotyczące koncentracji: teraz już rozumiem dlaczego Ninka wykonuje zadania które jej powierzam tak krótko, skoro polaryzację miałyśmy na razie tylko raz przy zabawach z przelewaniem wody różnymi metodami :)

Czas na Twój komentarz