Podział dużego problemu na mniejsze – Montessori w praktyce dla rodziców i nauczycieli

Podział dużego problemu na mniejsze – Montessori w praktyce dla rodziców i nauczycieli

Styczeń 10, 2011

Wiązanie sznurówek jest zadaniem, które niewątpliwie wymaga rozbicia na kroki, aby po wielu próbach dojść w końcu do perfekcji.

Jakieś wyzwanie staje się wielkim tylko dlatego, że nie wyróżniamy w nim kolejnych kroków. Widzimy je jako całość i łatwo możemy się poddać w obliczy tak ogromnego zadania.

Wielką sztuką jest więc umiejętność podziału dużego problemu na mniejsze, czyli wyznaczenie kolejnych kroków, które doprowadzą nas do rozwiązania. Takie podejście do problemu najczęściej dodaje dziecku ogromną dozę zachęty i wytrzymałości, by nie odpuścić i doprowadzić dane zadanie do końca.

Prawidłowe stosowanie tej techniki oczywiście wymaga od nas umiejętności rozkładania większych problemów na drobne w krótkim czasie. Z wszystkich części składowych problemu, ta pierwsza musi być dla niego zasadnicza tak, aby pozostałe kroki prowadziły już bezpośrednio do rozwiązania.

Praktyczny przykład użycia techniki podziału dużego problemu na mniejsze kroki

Dziecko, lat 7, omawia z nauczycielem swoje wypracowanie, w którym występuje wiele błędów interpunkcyjnych oraz ortograficznych.

Podejście mniej racjonalne (brak podziału na kroki):

Nauczyciel mówi: “Zaznaczyłem wszystkie błędy, który wymagają poprawienia. Małymi okręgami zaznaczone są błędy interpunkcyjne, a małe ‚x’ przy słowie oznacza, że powinieneś znaleźć to słowo w słowniku i sprawdzić jego pisownię. ”

Dziecko: “Wydaje mi się, że nie jestem w stanie zrobić tego wszystkiego.”

Nauczyciel: “Jak więc chcesz nauczyć się dobrze pisać, młody człowieku?”

Podejście bardziej racjonalne (podział na kroki)

Nauczyciel : “Napisałeś długie opowiadanie. To twoje najdłuższe?”

Dziecko: “Tak”

Nauczyciel : “Widzę, że się napracowałeś. Teraz pozostaje zrobienie poprawek. Jest parę błędów interpunkcyjnych i ortograficznych.”

Dziecko: “O nie. Wydaje mi się, że nie jestem w stanie zrobić tego wszystkiego.”

Nauczyciel : “Dużo do poprawiania, no nie?”

Dziecko: “Tak”

Nauczyciel : “Zacznijmy więc dziś od poprawienia kilku. Wolisz dziś interpunkcję czy ortografię?”

Dziecko: “Zrobię interpunkcję.”

Nauczyciel: “Brzmi jak świetny początek.”

komentarzy 7 dla “Podział dużego problemu na mniejsze – Montessori w praktyce dla rodziców i nauczycieli”

  1. Aneta Babiuk-Massalska

    Dziękuję za ten wpis.

    Rozbijanie zadania na mniejsze części widać w niemal każdej pomocy Montessori. Dzwonki, wiązanie kokardki, matematyka. Genialne to jest.

    Czepię się przedstawiania zadań jako „problem” natomiast. „Problem” kojarzy się z trudnością przeważnie. Z założenia więc wywołuje w nas spięcie i oczekiwanie mozolnego zazwyczaj wysiłku.

    Problemem jest wiązanie kokardki, matematyka, granie na dzwonkach, poprawienie wypracowania? Możliwe. Ale po co sobie dokładać negatywnym nastawieniem?

    Z samej definicji problem to „kłopotliwa sytuacja” albo „interesujące zagadnienie”. Jakoś tak się dzieje jednak, że pierwsze skojarzenie z „problemem” to „:-:-/” lub „:-(” zamiast „8-)” i „>:-)” i „:->”.

    Coś jakby różnica między powiedzeniem, że coś jest „trudne” albo „ciekawe”.

  2. Joanna i Rafał Szczypka

    @Aneta
    Dziękuję za komentarz.
    Wydaje mi się jednak, że jeśli coś jest dla nas trudne, czy jest też trudne dla dziecka to lepiej chyba potwierdzić uczucia nazywając, że to coś jest dla nas rzeczywiście ‚trudne’, ale podzielimy to na mniejsze kroki i damy radę. Nie wydaje mi się, żeby oszukiwanie siebie w nazywaniu własnych uczuć przez narzucanie sobie, że coś jest ‚ciekawe’, kiedy tak naprawdę czujemy, że jest trudne i jest problemem, przynosiło korzyści.

    Kiedy coś rzeczywiście jest dla nas ciekawe to wtedy problem wydaje się tak naprawdę być frajdą i z chęcią go rozwiążemy i nie potrzebujemy do tego zwykle zachęty osób trzecich.

  3. Aneta Babiuk-Massalska

    To, co piszesz, ja potwierdzam. Rafale/Joanno, zgadzam się, że oszukiwanie siebie może przynieść zgubne skutki. Ale piszę nie o oszukiwaniu się, czy zaprzeczaniu. Jeśli coś mi nie wychodzi – to mam z tym trudność. Ale co nam przyjdzie z powiedzenia, że coś jest „trudne” już na starcie?

    Kojarzy mi się to z zachowaniem niektórych dzieci, które zanim jeszcze spróbują potrawę – od razu mówią, że to nie jest dobre. I nie jedzą.

    Piszę o nastawieniu. Słowa mają ogromną moc. Niedocenianie mocy słowa to błąd.

  4. Joanna i Rafał Szczypka

    @Aneta
    Aneto, ale w tym przykładzie (bardziej racjonalnym) własnie tak to wygląda, jak z tym dzieckiem, które jeszcze nie spróbowało, a już mówi, że to nie jest dobre.
    W tym przykładzie nie występuje też nigdzie słowo ‚trudne’, ale dla dziecka w tym przykładzie poprawienie wszystkich błędów niewątpliwie stanowi problem już na wstępie.

    Wydaje mi się też, że nauczyciel z tego przykładu bardzo waży słowa, które wypowiada. Najpierw odczytuje przekaz dziecka: ‚Dużo do poprawiania, no nie?’, co dziecko potwierdza ‚Tak’. A następnie pokazuje dziecku, że samo da sobie radę, tylko potrzebuje odpowiedniej strategii działania i daje mu wybór na dobry początek: ‚Zacznijmy więc dziś od poprawienia kilku. Wolisz dziś interpunkcję czy ortografię?’.

    Aneto, nie bardzo więc widzę, gdzie tu jest błędne nastawienie? Najłatwiej może by było, gdybyś napisała przykład z uwzględnieniem tego, o czym piszesz?

  5. Aneta Babiuk-Massalska

    Co tam będę pisać. Narysuję. ;-)

  6. magdalena

    Właśnie mi się skasowął komentarz, który pisłałam …długo.
    Teraz krótko.
    Zrobiłam z ortograficznego problemu PROBLEM bo nie przeczytałam artykułu o małych krokach :(
    Teraz muszę mocno się starać, żeby to naprawić. Widzę błędy, córka je widzi i cała rodzina je widzi… niestety.
    A gdzie podziało się to piękne wypracowanie? Gdzie się podziało moje mądre dziecko? Łatwo podciąć skrzydła, gorzej je potem …przyszyć?
    Ortografia jest trudna. To jest nasz problem, ale poradzimy sobie z nim bo wiemy jak. Podzielimy go na kroki i zmienimy rozłożenie akcentów.
    pozdrawiam i dziękuję

  7. Ewa Kamińska

    Uważam, że metoda małych kroków to podstawa by dziecku pomóc utrzymać motywacje wewnętrzną na wysokim poziomie jednoczesnie budując silne filary poczucia własnej wartości. Cieszę się że trafiłam na tę właśnie stronę. Pozdrawiam i dziękuję.
    Miłośniczka Wczesnej Edukacji

Czas na Twój komentarz